Moje spojrzenie na Przygodowców📚.

Moi Drodzy Czytelnicy😊📖!

Dziś na swój mały warsztat wezmę książkę przygodową pt. ''Przygodowcy. Przeklęty zamek". Cieszę się, że miałam z nią do czynienia, ale wcześniej wielokrotnie już na nią natrafiałam. To było moje pierwsze spotkanie z tą serią, tak się akurat złożyło, że to był również pierwszy tom, z 2023r. Obecnie seria autorstwa Jemmy Hatt liczy już 6 tomów, a w lipcu tego roku polską premierę miała najnowsza część, "Sekrety głębin". 

Dwaj kuzyni, Lara wraz z Rufusem na wakacje przyjeżdżają do starego zamku, należącego do ich wujka Herba. Poznają tam trzynastoletniego Toma, będącego w ich wieku, a co później się okazało, stworzyli przyjacielskie trio. Chęć zaangażowania się w odnalezienie skarbu, należącego do przodka ich wujka, okazuje się silniejsza, niż zwyczajne spędzanie z sobą czasu, poprzez pikniki. Od początku mieli dryg do wyłapywania informacji, niecierpliwych i coś znaczących spojrzeń. To właśnie na każdym kroku okazywało się pomocne.

Większość tej powieści przygodowej przeczytałam z uśmiechem na ustach. Nie pamiętam kiedy ostatnio przeczytałam tak bogatą w szczegóły książkę. Ostatnio wspominałam o przeczytanej rok temu Eri czarodziejce, gdzie akcja płynnie prowadziła do momentu najwyższego napięcia. Bohaterka wędrowała, a ja przeżywałam to razem z nią. Wtedy autorka stopniowo nas, czytelników nastawiała i przygotowywała emocjonalnie do tego, co zaraz się wydarzy. W Przygodowcach było podobnie, a na bieżąco również dowiadywałam się i uczestniczyłam ogólnie mówiąc, w poszukiwaniu skarbu😉. Ale nie myślcie, że to wielka zabawa na placu zabaw - dla najmłodszych. O nie.

Tutaj wszystko idzie w parze zgodnie ze stopniem zaangażowania czytelnika. Muszę się z Wami podzielić moją małą historią. Czytałam jeszcze na hamaku po zachodzie słońca i kiedy znacznie się ściemniło, to zdecydowałam się zostawić na kolejny dzień, kontynuowanie lektury. Tak mocno wczułam się, gdy bohaterowie wchodzili do podziemi zamku. Całą sobą uczestniczyłam podczas dokładnej opowieści, kiedy znajdywali kolejne pęknięcia w ścianach. Również podczas, gdy ich dialog nabierał tempa, bo udało im się wysunąć pudełeczko z desek. Coś, na co czekali, kolejna wskazówka, kolejny etap. Podniecenie i oszołomienie razem wzięte, które im towarzyszyło. Udzieliło się również i mnie. Po prostu musicie mi uwierzyć, że w tej powieści czułam się tak zaopiekowana, gdyż tak dokładnie opisany był ich każdy krok. Oczywiście w przenośni😉. Tutaj naprawdę czułam się, jakbym uczestniczyła w interakcjach z bohaterami. Tak jak przed momentem szczegółowo to opisałam - właśnie tak precyzyjna w każdym detalu i części akcji, jest ta książka📖. 


Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Druga część "Opowieści z Zielonej Rzeki".

Od jakich książek zaczęłam? - Moje wspomnienie.

Placuszki z kukurydzą - przepis.

Opowieść z Zielonej Rzeki.

Pierniczki twarogowe i kolejny przepis.